Działania Fundacji Niepodległości na Ukrainie - Ostrówki

Na przełomie kwietnia i maja br. grupa członków Zarządu, pracowników biura Fundacji Niepodległości oraz wolontariuszy pracowała na polskim cmentarzu w Ostrówkach. Przez sześć dni, dziewiętnaście osób plewiło chwasty, grabiło liście, malowało krzyże, wynosiło śmieci, zapalało znicze.

Dziś po Ostrówkach, starej polskiej wsi pozostał tylko cmentarz – ostatni ślad wielowiekowej polskiej kultury na tej ziemi. Założony w pierwszej połowie XIX wieku, położony urokliwie na piaszczystym wzniesieniu zapisał historię Polski kamiennymi inskrypcjami. Znajdziecie tu granitowe nagrobki i dębowe krzyże sprzed stu lat, pomniki ofiar wojny polsko-bolszewickiej i Września `39, zapadłe krypty i żeliwne pasyjki, groby zmarłych śmiercią naturalną mieszkańców Ostrówek i pobliskiej Woli Ostrowieckiej i masowy grób ofiar pewnego tragicznego dnia – 30 sierpnia 1943 roku – dnia, w którym Ukraińska Powstańcza Armia zamknęła księgę Historii tych wsi. Jednego dnia. Kilkanaście pokoleń, kilka wieków polskiej bytności na tym skrawku wołyńskiej ziemi zamordowanych za pomocą siekier, wideł i nienawiści. ,,…Przeprowadziłem akcję we wsiach Wola Ostrowiecka, Ostrówki hołowniańskiego rejonu. Zniszczyłem wszystkich Polaków od małego do starego. Wszystkie budynki spaliłem…” raportował dowódca oddziału UPA. Jednego dnia.

,,Cmentarz jest takim miejscem, gdzie odległe dzieje w sposób bardzo wyraźny splatają się z teraźniejszością…” Teraz, w gwarze kilkunastoosobowej gromady, pośród nawoływań na obiad, rozkwaterowania i chaotycznie robionych zdjęć trudno to jeszcze zrozumieć. Trzeba ciszy i dialogu z kamieniem, lub ziemią… Autor powyższych słów, Leon Popek, nasz ostrowiecki przewodnik i gospodarz od czasu pierwszego obozu na Wołyniu, zna tę prawdę najlepiej. Na początku lat 90-tych odnalazł ten cmentarz w archipelagu wołyńskich lasów. A potem zorganizował pierwszą ekshumację ofiar,mieszkańców Ostrówek i Woli Ostrowieckiej. Był rok 1992. W dole śmierci, pośród dziesiątków kości znalazł krzyżyk swojego dziadka, jednej z ofiar mordu dokonanego tamtego, sierpniowego dnia `43 roku. Dziś szczątki kilkuset ostrowieckich Polaków spoczywają w poświęconej ziemi. Cmentarz jest takim miejscem…

Przez całe dni pracujemy, tuż po obiedzie organizując tylko krótkie sjesty. Wprawdzie majowe słońce przyjemnie gładzi policzki, ale w zestawie z pracą i komarami już nie sprawia tyle radości. W trakcie biwaku tradycyjnie już odwiedza nas okoliczny wójt, Wołodymyr Kryżuk, od lat życzliwie odnoszący się do przyjeżdżających tu Polaków. W tym roku również wsparł nasze porządki na cmentarzu, wywożąc nagromadzone przez nas śmieci, w zamian przywożąc butelkę lokalnego trunku. Kolejnego dnia zagląda na ostrowiecki biwak wicekonsul z łuckiej placówki, Krzysztof Wasilewski, z którym od kilku lat organizujemy wakacyjne obozy na Wołyniu. Tego dnia wyjeżdżamy z Leonem i Krzyśkiem do Kowla. Po załatwieniu spraw zatrzymujemy się chwilę na podmiejskim cmentarzu. Na grobie śp. Anatola zapalamy znicz i odmawiamy modlitwę. To nasza pierwsza wyprawa na Wołyń gdzie Duch Polesia jest z nami tylko duchem… Zawsze tu był, podczas wszystkich wyjazdów, tych krótkich i dłuższych, tych letnich i jesiennych. I teraz jest. Wraca w codziennych wspomnieniach, w niezliczonych anegdotach, historiach starych jak Wołyń i w niedowierzaniu, że jednak już odszedł…

Każdy dzień pobytu zapisuje się w naszym ostrowieckim kalendarium kolejnymi pracami: wygrabienie jesiennych liści, sprzątnięcie starych zniczy, konserwacja dębowych krzyży, usunięcie starych, zbutwiałych pniaków. Rozrasta się także nasz plac kwaterowy z ziemną lodówką, prysznicem, kuchnią i zapasem drewna na opał. Wieczorami, cmentarz wokół nas skrzy się dziesiątkami ogników - zniczy zapalanych o zmierzchu. A potem siadamy przy ognisku… Gdzieś w dali został świat telefonów, komputerów, telewizorów i codziennego pośpiechu. Jest czas na rozmowę i zamyślenie, spacer i modlitwę, toast i śpiew, na to wszystko czego brak w wielkim mieście.

Ostatniego dnia naszego pobytu w Ostrówkach nasze obozowisko odwiedza babcia Szura, mieszkanka jednej z okolicznych wsi. Jak zwykle ma dla polskich obozowiczów trochę smakołyków. Babcia Szura to kobieta niezwykła. W trakcie ekshumacji przeprowadzonej na pobliskim Trupim Polu w roku 2011 odwiedzała polską grupę przynosząc gorące pierogi i świeże jabłka, pokonując przy tym wszelkie uprzedzenia i kilka kilometrów leśnych dróg z tobołkiem na plecach. A potem uczestnicząc w uroczystym pogrzebie wyekshumowanych szczątków polskich sąsiadów – ofiar szalonej ideologii UPA.

Wracamy 2 maja. Przejścia graniczne puste. Kolejka ciężkich tirów długości trzech/czterech pojazdów. A jeszcze kilka miesięcy temu to było trzy / cztery kilometry. Echa wydarzeń na kijowskim Majdanie na zachodniej granicy Ukrainy objawiają się ciszą i pogranicznikami uzbrojonymi w karabiny. Ale poza tym nic się tu nie zmieniło. Ot, hrywna straciła na wartości, benzyna podrożała, a policjanci stali się jakby bardziej uprzejmi. I życie toczy się dalej w tej nowej, wykrzywianej przez politykę rzeczywistości.

Zobacz Galerię

Jacek Bury

                                                          

FE PL na jasne tlo 240

FUNDACJA NIEPODLEGŁOŚCI
ZOSTAŁA UHONOROWANA NAGRODĄ
XXV FORUM EKONOMICZNEGO
W KRYNICY

DLA ORGANIZACJI POZARZĄDOWEJ
EUROPY ŚRODKOWO-WSCHODNIEJ

(2014)



Logo sklep



Nagroda Prezydenta RP 200



GEH



Bohater NKD



rok zolnierzy wykletych

 

Logo RZT

 

300x600 tlo 

raze z ulraina logo3

YouTube logo full color

logoCK

Adam Plakat 1 proc 2018 FB 300x300

PROSIMY O WSPARCIE 1%
DLA CHOREGO DZIECKA
NASZYCH PRZYJACIÓŁ
KRS: 0000037904
CEL: 14622 ADAM WACHOWICZ

Dzięki za pomoc!
Może się przydamy dziecku...